Translate

wtorek, 29 października 2013

Duchy przeszłości, czyli "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki"

Zapewne każdy z Was miał chwile, w których wracały wspomnienia i sprawy sprzed lat. Nie raz zetknęliście się z bolesną przeszłością i niewygodnymi myślami. Wielu z Was niejednokrotnie zakańczało pewien etap, by ruszyć naprzód - do nowej rzeczywistości. Wówczas zdawało się Wam, że to bardzo trudne, że ciężko jest odciąć się od kogoś lub czegoś, co było codziennością. Po pewnym czasie uświadamialiście sobie, że tak naprawdę udało Wam się przez to przebrnąć, że zamknięcie drzwi nie było takie złe. Być może zaczęliście dostrzegać pozytywy tych decyzji. Rozstaliście się z przeszłością, wszystko wskazywało na to, że definitywnie. Nagle pewnego dnia okazuje się, że drzwi, które chcieliście zamknąć, nie były zatrzaśnięte. Powoli uchylają się, przepuszczając przez szczeliny odrobinę nadziei na powrót do tego, co straciliście. Jeszcze miesiąc temu spisywaliście to wszystko na straty, bo nie było sensu walczyć. A dziś? Z jednej strony ogarnia Was radość, bo widać szansę na poprawę. Z drugiej zaś, zastanawiacie się, jak długo potrwa ten dobry czas. Czy tym razem zaufacie? Sobie, drugiej osobie? Czy teraz będzie łatwiej, lepiej? Trudno jednoznacznie na to odpowiedzieć...

Dlaczego musi być tak, że sprawy z przeszłości rzutują na teraźniejszość? Czasami wracają one do nas tylko w myślach. Zdarza się jednak, że powracają pewne osoby, przypominając to wszystko. Jeśli historia, którą zakończyliście, była szczęśliwa decydujecie się na spróbowanie tego samego jeszcze raz. Na początku znów jest naprawdę dobrze. Po jakimś czasie jednak, znów pojawiają się obawy, że któregoś dnia to, co jest teraz, po prostu zniknie. Tak samo jak wtedy. Powtarzacie sobie, że jesteście w stanie znieść ewentualną stratę, przypominacie sobie jednak jak wiele kosztowało Was to ostatnim razem. I nagle pojawiają się wątpliwości, czy warto było znów próbować? Czy trzeba było wchodzić drugi raz do tej samej rzeki, by przekonać się, że nie tego naprawdę potrzebujecie? Tak może być w przypadku związków, w które się "wchodzi" po raz kolejny, przyjaźni, które się odnawia, pracy, do której się wraca i wielu innych... Sporo osób pewnie wie, co mam na myśli. Być może byliście w takiej sytuacji. Oczywiście zdarza się, że takie powroty są dobre i nie przynoszą żadnych negatywnych konsekwencji. Ja jednak mam na myśli te, które przysparzają jeszcze więcej cierpienia i zła. Z doświadczenia wiem, że niekiedy rzeczywiście uczymy się na własnych błędach. Zdarzało się, że pozwalałam sobie na jakieś chwile zwątpienia i późniejsze powroty. Dziś widzę, że żadne z nich nie wyszły mi na dobre. Co prawda z perspektywy czasu patrzę na to już zupełnie inaczej, ale wtedy nie było wesoło. Teraz mogę się nawet z tego śmiać. Obecnie mogę powiedzieć, że potrzebowałam ich, by przekonać się, czego naprawdę chcę i czego potrzebuję. Myślę, że jeszcze nie raz mogę przeżywać coś podobnego, nawet jeśli nie będę do tego dążyć. Jestem tylko człowiekiem i wiem, że błądzę, że czasem podejmuję złe decyzje. Z konsekwencjami niektórych kroków muszę się zmagać praktycznie codziennie, ale cóż... Nie znaczy to, że nie mam z czego być dumna. Nie znaczy to, że nigdy nie udało mi się czegoś definitywnie zakończyć. Owszem, udało się nie raz odpuścić sobie coś, co nie do końca było dla mnie (choć na początku wydawało się inaczej). Uświadomiłam sobie, że w dużej mierze to ode mnie zależy, jak ukształtuję swoje życie. Co z przeszłości przeniosę do teraźniejszości, a co wyrzucę do kosza. Ode mnie zależy, jakimi ludźmi się będę otaczać i jakimi poglądami będę się kierować. Nie mówię tu o sprawach losowych, na które nie mam wpływu, bo takie też kształtują nasze życie. Wiele jest jednak tych, o których sami na co dzień decydujemy. Trzeba tylko zdecydować, które chcemy naprawdę przeżywać, a o których lepiej od razu zapomnieć. Wybór nie zawsze jest taki oczywisty... Ale wybranie tego, co dobre, jest możliwe.

2 komentarze:

  1. Czytając Twój wpis miałam wrażenie, że pisane było pode mnie... Walczę z przeszłością, która nie daje mi spokoju. Powraca. Krzyczy. Męczy. Sieje smutek, zwątpienie. Z każdą próbą rozpoczęcia czegoś nowego pojawia się strach, że historia się powtórzy... To takie demotywujące.

    OdpowiedzUsuń
  2. Doskonale wiem, co czujesz. Jestem obecnie w podobnej sytuacji, choć myślałam, że już dawno mam to za sobą. A ona jednak wraca. Staram się nie poddawać i nie ulegać lękowi. Mam nadzieję, że Tobie też się uda :)

    OdpowiedzUsuń