Kiedy jesteś dzieckiem jedyną kobietą w Twoim życiu jest mama, no czasem jeszcze babcia. W przedszkolu poznajesz koleżanki, które Cię często wnerwiają, bo chcą się bawić z Tobą w dom i ubierać lalki. Szkoła często zmienia Twoje spojrzenie na kobiety. Tam poznajesz ich więcej, o różnych charakterach i wyglądzie. Na początku masz ochotę je wszystkie pozabijać, bo są takie irytujące! Jednak dalsze szczeble edukacji weryfikują Twoje zdanie na ich temat. Poznajesz ładniejsze koleżanki siostry i zaczynają Ci się one podobać. Pojawiają się pierwsze zauroczenia, uczucia, emocje, z którymi masz do czynienia właściwie do dziś. Przez całe swoje życie próbujesz zrozumieć kobiety. Trzeba przyznać - dość trudny cel sobie wyznaczyłeś....
Tak naprawdę my same często mamy problem ze zrozumieniem siebie, z określeniem kim jesteśmy i jakie chcemy być. Z jednej strony chcemy czuć się kochane, podziwiane, z drugiej odpychamy komplementy, które słyszymy:
-Ładnie dziś wyglądasz!
- E coś Ty, mam brzydkie włosy i nie mogłam znaleźć tej niebieskiej bluzki, nie wyspałam się, a do tego wyskoczył mi pryszcz i...
I tak możemy w nieskończoność. Kurcze! Dlaczego?! Facet nam prawi komplementy, a my zawsze odwrócimy to tak, że zaczniemy go przekonywać jakie jesteśmy złe. Nie wspomnę już o tych wszystkich dietach, głodówkach i ciągłym odchudzaniu...
- Boże, jak ja wyglądam! Tu wałek, brzuch jak piłka, krótkie i grube nogi, a te biodra - jak szafa! Jak Ty możesz mi mówić, że jestem ładna?!
Ej kobiety, serio?! Czasem przestaje mnie dziwić, jak któryś z moich znajomych mówi, że my tylko komplikujemy sobie życie. Trzeba przyznać, że niekiedy jesteśmy w tym mistrzyniami! A później ci faceci pamiętają tylko to nasze marudzenie, humory i przestają nam mówić cokolwiek, bo przecież i tak to odwrócimy przeciwko sobie. No i przeciwko nim oczywiście. A później niby mamy pretensje dlaczego nikt nie zauważa naszej nowej fryzury albo sukienki... Czasami same do tego doprowadzamy, wiecie? Jakby nie wystarczyło po prostu "dziękuję". Wszyscy czuliby się lepiej. My - bo ktoś nas pochwalił, zauważył, on - bo zdobył u nas plusa i wprawił w dobry nastrój. Nauczmy się przyjmować komplementy i dziękować za nie! Nagle okaże się, że ludzie są dla nas mili, że my same zaczynamy się uśmiechać patrząc na odbicie w lustrze. Polecam każdemu! :) Nie chodzi oczywiście o to, by na siłę wymagać samych pochwał. Chodząc za facetem i ciągle mu przypominając, by nie zapomniał nam przypadkiem powiedzieć czegoś miłego, osiągniemy odwrotny skutek. Od czasu do czasu przyda nam się także ktoś, kto będzie nas ściągał na ziemię. Na przykład kiedy w trakcie zakupów zapragniemy kolejnej świetnej, super modnej i zielonej bluzki (jakiejś dwusetnej w naszej szafie). Jeśli już mowa o zakupach... zawsze bawi mnie widok mężczyzn "pouwieszanych" na barierkach w centrach handlowych, którzy czekają na swoje panie, pochłonięte przymierzaniem kolejnych par butów. Sama jestem jedną z tych kobiet, ale nie zrozumiem chyba zabierania facetów na siłę na zakupy. Może kiedyś mi się to zmieni ;p
No ale wracając do tematu kobiecych osobowości i dziwactw... zauważyłyście jak czasem reagujemy na widok dzieci albo małych piesków? (wiem, nie brzmi to najlepiej w tym zestawieniu...) Same pomyślcie - widzicie dziecko, małą istotkę, która nie mówi, nie chodzi, nie tańczy, po prostu sobie jest a my co? "Ojeejuuu jakie słodkie maleństwo! A kuku! Cio tam u ciebie? (jakby miało nam odpowiedzieć :D) Tii,ti,ti..." Jesteśmy w tym niezłe. Miałam okazję poobserwować takie zachowania ostatnio. Wiem, że sama się tak zachowuję i dopiero po chwili zastanawiam się, za jaką idiotkę musi mnie uważać to dziecko. No tak, taki instynkt macierzyński często bierze górę i niekiedy chyba nie można nad nim zapanować. To samo jest z oglądaniem filmów romantycznych. Ile razy któryś z moich znajomych śmiał się z reakcji damskiej części "widowni", kiedy to wpatrywałyśmy się w ekran z maślanymi oczami widząc jakiegoś przystojnego aktora. (swoją drogą, zwróciłyście kiedyś uwagę jak się w tej chwili zachowują wasi męscy towarzysze?) Nie ma także oporów przed westchnieniami, kiedy okazuje się, że bohaterowie wrócili do siebie po poważnej kłótni. No i tak, płaczemy na filmach! Drodzy panowie - to normalne, nie należy wówczas uciekać, chować się, albo się z nas wyśmiewać. Tak już mamy - emocje biorą górę i już! Nie musicie nam tłumaczyć, że to tylko film, my doskonale o tym wiemy, a mimo to, czasem nie potrafimy się powstrzymać przed okazaniem emocji. Oczywiście, nasze reakcje bywają różne... Możemy płakać, śmiać się, zasłaniać oczy i odwracać głowę (choć horrory nie zawsze wywołują strach, przytulić na uspokojenie nigdy nie zaszkodzi :) ).
Panowie nie mają z nami łatwo także jeśli chodzi o takie codzienne życie. Wyrażenie "posprzątaj to" pojawia się dość często i nie myślcie, że to nam się znudzi. Tak samo zawsze będziemy tłumaczyć, czym się różni spódniczka od sukienki, czy maskara od eyelinera... Choć myślę, że akurat z tym idzie co raz lepiej :)
Nikt też nie zrozumie, dlaczego wymagamy porządku i czystości, a mamy taki chaos w torebce. Choćby nie wiem jak duża była nasza torebka - zazwyczaj czegoś w niej szukamy. Niemożliwe jest więc, by ktoś inny odnalazł się w tej torebkowej dżungli.
Często lubimy planować. Zapisujemy ważne rzeczy w notesie, robimy listy zakupów, układamy plan dnia, a jednak lubimy niespodzianki. Spontaniczne wyjazdy, odwiedziny, spotkania - to coś, co sprawia, że wszystkie poczynione rozpiski i notatki odchodzą w niepamięć.
Lubimy być niezależne i samodzielne, a jednak miło jest, gdy ktoś otworzy nam drzwi, przepuści w kolejce, czy pomoże zmienić koło. O tak... dochodzimy do wątku samochodowego. Może nie znamy się na tych wszystkich płynach, kabelkach i kontrolkach, a auto wybieramy ze względu na kolor, to jakoś sobie radzimy. Może nie mamy dobrej orientacji w terenie lub świetnych umiejętności parkowania, a jednak jeździmy, próbujemy i znajdujemy. Nie wierzę, że tylko kobietom przytrafiają się różne samochodowe wpadki. Sama jestem kierowcą i przyznaję, że potrafię wygłupić się przed facetem jakimś pytaniem albo rozpaczliwą prośbą o pomoc w najprostszej czynności. Jesteśmy tylko ludźmi! Wielokrotnie miałam też okazję podziwiać zmagania panów w tym okrutnym, zaplątanym komunikacyjnym świecie. Nawet wczoraj byłam świadkiem, jak jeden z nich nie umiał wejść do własnego samochodu (widać, że nowy zakupił), inny wjechał dwukrotnie pod prąd i jeszcze spowodowałby wypadek. Różne zdarzają się sytuacje, wierzcie mi :)
Jakby tak to wszystko podsumować to jest trochę tych naszych głupstw, z którymi muszą się zmagać ludzie z naszego otoczenia. Marudzimy, gadamy bez końca, odchudzamy się miesiąc, by przez dwa kolejne znów się objadać, miewamy huśtawki nastrojów, wybuchamy bez powodu, przechodzimy pms, wynajdujemy kolejne oznaki cellulitu i zmarszczek, chcemy operować sobie nosy, biust, pośladki, uszy, zawsze mamy za mało ubrań, marzymy o wielkich miłościach jak z książek, kierujemy się uczuciami, zmieniamy fryzury, kupujemy mnóstwo najróżniejszych kosmetyków, pijemy wino z przyjaciółkami, tańczymy kiedy mamy dobry humor, płaczemy, gdy jest nam źle, ale czy naprawdę to jest takie straszne? Przecież to właśnie w nas zakochują się mężczyźni! :) I nie zaczynajcie teraz wymieniać rzeczy, które musiałybyście w sobie zmienić, by ktoś na Was zwrócił uwagę, bo wiecie co? Najpierw musimy zaakceptować i pokochać same siebie, by móc się otworzyć na miłość innych. Musimy odnaleźć w sobie siłę, swoją prawdziwą osobowość i rozwijać je jak najlepiej. Musimy poznać swoją wartość i przekonać się, jakie jesteśmy dobre! Jeśli same będziemy siebie szanować, inni także będą to robić. Kiedy będziemy się uśmiechać, ludzie odwzajemnią nam uśmiech. Kiedy nauczymy się przyjmować komplementy (ale też czasem krytykę) zobaczymy znacznie więcej.
Drogie Panie - bądźcie sobą! Nie zapominajcie, ile jesteście warte! Co z tego, że nie zawsze wyglądacie tak, jakbyście tego chciały - czas pozbyć się kompleksów! Szukajcie tego co w Was dobre. Dbajcie o mężczyzn, którzy Was otaczają, pokażcie jakie jesteście wyrozumiałe, piękne, kochane i mądre. Uśmiechajcie się do swojego odbicia i ludzi, których spotykacie. Zobaczycie, że będzie Wam lżej :)
Panowie - akceptujcie i kochajcie nas takie, jakie jesteśmy. Bądźcie dla nas wsparciem i podporą. Pamiętajcie, że jak każdy, mamy chwile słabości, ale nie znaczy to, że nie lubimy się cieszyć i czerpać z życia jak najwięcej. Zostańcie przy nas, nawet jeśli czasem będziecie mieli nas dość - odwdzięczymy się i odwzajemnimy, kiedy to Wy będziecie nas doprowadzać do szału :)
Zaznaczam, że kierowałam się własnymi doświadczeniami i spostrzeżeniami. Nie chciałam uogólniać. Nie zwróciłam też uwagi na wszystkie aspekty. Każdy z nas jest inny, ale myślę, że w wielu przypadkach można znaleźć wspólny mianownik ;)
Translate
czwartek, 27 czerwca 2013
niedziela, 23 czerwca 2013
Walka z uzależnieniem - walka z wiatrakami?
Znacie to uczucie, jakim jest uzależnienie od czegoś? Na początku wypieracie się, później jednak przyznajecie, że coś jest na rzeczy. Samo słowo uzależnienie kojarzone jest raczej negatywnie, destrukcyjnie, ale czy tylko? Mogą być różne rodzaje uzależnień, przywiązań, przyzwyczajeń... Zauważyliście, że często używamy tych określeń na zmianę? Ja np. jestem uzależniona od herbaty. Nieważne, czy jest zima, czy lato - muszę wypić przynajmniej trzy herbaty dziennie :) Czasami sobie myślę, że byłabym idealnym królikiem doświadczalnym albo chodzącą reklamą jakiejś herbaty. Zielona, czerwona, biała, czarna, owocowa, karmelowa, waniliowa, pomarańczowa... nieważne, po prostu uwielbiam! :) W pewnym stopniu jestem też uzależniona od muzyki, ale wierzcie mi, że miewam chwile, kiedy po prostu potrzebuję ciszy. Bez słuchawek w uszach, bez włączonych głośników, bez odtwarzacza w telefonie czy mp4. Może ludzie, którzy ze mną przebywają wskazaliby więcej tego typu rzeczy, z którymi mnie kojarzą... Na pewno niektórzy przyznaliby, że przywiązuję się do ludzi i miejsc, a to nie zawsze jest dobre. Tak, jestem tym typem wrażliwca (nadwrażliwca?), który płacze, gdy tęskni, który cierpi, gdy odczuwa brak kogoś i który odlicza do różnego rodzaju wyjazdów. Teraz np. jestem na tym etapie, że skreślam kolejne dni w kalendarzu, bo nie mogę się doczekać, aż odwiedzę miejsce, za którym tęsknię. Wszystko jest w porządku do momentu aż stamtąd nie wrócę. Bo później przychodzi czas kilkudniowego przybicia, wspominania i przyzwyczajania się do szarej rzeczywistości. I z ludźmi mam podobnie, choć oczywiście nie ze wszystkimi. Zapamiętuję jednak wiele osób, które dane mi było spotkać, coś przeżyć. Czasami sama się sobie dziwię. Nachodzą mnie jakieś wspomnienia sprzed lat, ludzie, którzy zranili, osoby, których już nie ma, albo ci, którzy nie zasługują na moją pamięć. To dziwne, bo powracają oni do mnie w chwilach, kiedy najmniej się tego spodziewam. Ile razy było już tak, że układałam sobie coś na nowo, że udawało mi się o czymś lub o kimś zapomnieć, a nagle to powróciło jakby ze zdwojoną siłą. Oczywiście ja, jako ten wrażliwiec i naiwniak, nie raz dałam się wplątać na nowo, w coś, o czym chciałam zapomnieć. Kilka razy słyszałam pytanie: "Dlaczego znów to robisz? Dlaczego ze mną rozmawiasz, choć kiedyś sprawiłem/sprawiłam Ci ból? Skąd w Tobie ta dobroć?" Szczerze? Nie mam pojęcia. Tak już mam. Wybaczam, ale nie zapominam. Niektórzy chyba tego nie rozumieją i wykorzystują, ile się da. Pewnie większość nawet nie zdaje sobie sprawy, jak wiele rzeczy pamiętam. Jak wiele słów, sytuacji, spojrzeń, spotkań... Ktoś mi kiedyś powiedział, że to moje przywiązywanie się, że moje wybaczanie zrani mnie okrutnie. Serio? Da się jeszcze bardziej? Serce sklejałam już kilkanaście razy, zapas łez wypłakiwałam chyba 100 razy więcej, niż miałam przewidziane, a mimo wszystko potrafię po raz kolejny uśmiechnąć się, porozmawiać z kimś, kto nie zawsze był wobec mnie fair. Może kiedyś mnie to zniszczy całkowicie, a może odbuduje na nowo? Wybaczania i dawania drugiej szansy nauczyła mnie mama. Co prawda dziś, to ja jej czasem tłumaczę co i jak, kiedy mnie pyta: "Dlaczego znów na to pozwalasz?". Mimo to, dziękuję, że tak mnie wychowała, bo to dzięki niej jestem jaka jestem. Dziś po raz kolejny uświadomiłam sobie, że to uzależnienie od kogoś potrafi być bardzo silne. Takie, które powraca i powraca, i odczepić się nie może. Zaczęłam się zastanawiać skąd to się bierze... Dlaczego przywiązuję się do bólu? Dlaczego daję się omotać emocjom, uczuciom, kolejnym uśmiechom? Nie jestem przecież masochistką! Powinnam ruszyć z miejsca, znów zacząć na nowo,bez odwracania się za siebie. Zamknąć niektóre drzwi, by móc otworzyć kolejne. Wybaczyć, ale nie zapomnieć. Teorię mam opanowaną niemalże do perfekcji. Czas przejść do praktyki. Czas zacząć ŻYĆ. Z jednym uzależnieniem mniej.
piątek, 21 czerwca 2013
Początek drogi...
"Budowałem na piasku i zwaliło się.
Budowałem na skale i zwaliło się
Teraz budując, zacznę od dymu z komina..."
Ile razy mieliście tak, że Wasze plany rozwalały się w minucie? Ile razy ktoś radził Wam "wrócić na ziemię" i nie marzyć? Ile razy, kiedy wydawało Wam się, że jesteście blisko spełnienia, ktoś podkładał Wam nogę? Ile razy, biegnąc do celu spotykaliście na swojej drodze szyby i bariery?Ja miałam tak wielokrotnie, a mimo to, udało mi się przetrwać. Udało mi się dojść do punktu, w którym jestem teraz. Wszystkiego dowiecie się, czytając moje bazgroły tutaj :)
Nie jest to pierwszy raz, kiedy zaczynam prowadzić bloga. Tak naprawdę nawet nie pamiętam ile ich miałam. Te pierwsze- jeszcze w podstawówce, później były jakieś tematyczne, nieco ambitniejsze - jak widać nic z nich nie wyszło. Zaczynam od nowa. Dlaczego akurat blog? Sama nie wiem...Czasami człowiek potrzebuje się gdzieś wygadać, podzielić swoimi pomysłami, opiniami. Już od jakiegoś czasu chodziło mi to po głowie, no i dziś wreszcie się zebrałam. Będzie to takie "moje miejsce", gdzie będę pisać swoje przemyślenia. Mam jednak nadzieję, że w tworzeniu go, będziecie pomagać mi Wy - moi czytelnicy. Z uśmiechem na twarzy wspominam swoje dotychczasowe przygody z blogowaniem, które polegało na opisywaniu swojego dnia punkt po punkcie :) Ach co to były za czasy, kiedy tekst przysłaniała nieskończona liczba uśmieszków i buziaczków. Swoją drogą, od takiego dziecinnego blogowania zaczęły się znajomości, które przetrwały do dziś. Dzięki jednemu ze swoich pierwszych blogów poznałam moją kochaną przyjaciółkę, a było to już jakieś 10 lat temu... Co przyniesie mi ta nowa przygoda? Nie wiem, ale mam nadzieję, że to początek czegoś innego i ciekawego.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)