Translate

środa, 13 listopada 2013

"Chcę do jednego miejsca na ziemi..." - czyli w poszukiwaniu DOMU


"Chcę do jednego miejsca na ziemi,
gdzie problemy przestają mieć znaczenie.
Do objęć, które akceptują me słabości,
do nich pragnę, tylko do mej miłości.
Jest na ziemi jedno moje małe miejsce,
gdzie poza biciem serca nie liczy się nic więcej"
Ostatnio ktoś zapytał mnie, czy mam w swoim życiu jakieś miejsce, do którego zawsze chętnie wracam, miejsce, w którym czuję się szczęśliwa. No cóż... Bardzo lubię swój rodzinny dom, z którym wiąże się wiele wspomnień. Mieszkam tam od urodzenia, więc nie znam innego domu. Teraz bywam tam tylko na weekendy i święta, co sprawia, że jeszcze bardziej to doceniam. Siedząc w Toruniu czasami tęsknię za swoim pokojem, ogródkiem i całym domowym otoczeniem. Niestety nie jest to miejsce, z którym wiążę swoją przyszłość. Owszem, wieś, na której mieszkałam odegrała dużą rolę w moim życiu, to właśnie tam, wiele się wydarzyło, tam się wszystko zaczęło. Myślę jednak, że trzeba oddzielić to, co było do tej pory, a co przede mną. Do rodzinnego domu oczywiście zawsze będę wracać z radością i ogromnym sentymentem. To tam mam nadzieję, przywozić swoje dzieci do dziadków, spędzać weekendy i wakacje na spacerach po okolicy. Wyjeżdżając na studia ogromne nadzieje wiązałam z Toruniem. To miało być moje miejsce na ziemi, gdzie odnajdę spokój, miłość, pracę, szczęście... Jak się okazało, nie jest to takie kolorowe. Miasto samo w sobie naprawdę mi się podoba, ale nie zamierzam tu zostać na zawsze. Od zawsze mówiłam, że nie będę studiować w Toruniu, a jednak tu wylądowałam. Dziś tego nie żałuję, ale nie chciałabym tu chyba zakładać rodziny, pracować i żyć tak na co dzień. Na początku byłam zafascynowana tym miejscem, tą magią... Poznałam wiele wspaniałych osób, odkryłam ciekawe miejsca i przeżyłam naprawdę niesamowite chwile. Mam nadzieję, że jeszcze niejedno przede mną, jednak myślę, że w moim życiu Toruń będzie należał do czasu studenckiego życia. Życia, które trwa tylko chwilę, jest fragmentem całej reszty.
Od zawsze bardzo ciągnęło mnie w stronę Poznania. Miałam tam iść na studia, a wybrałam Toruń. Do dziś nie wiem dlaczego, ale widocznie tak miało być. Poznań jednak odwiedzam dość często, choć gdybym mogła robiłabym to jeszcze częściej. Czy pójdę tam dokończyć studia? Nie wiem, na razie jeszcze o tym nie myślę. Może lepiej nie planować niczego wcześniej? Nie ukrywam, że jest to miejsce dla mnie bardzo ważne. Za każdym razem, kiedy tam jestem przekonuję się co raz bardziej, że naprawdę lubię tam przebywać. Z Poznaniem wiąże się wiele wspomnień, niezwykłych przeżyć no i ludzi. (A szczególnie jeden człowiek :) ) To właśnie w Poznaniu byłam po raz pierwszy na koncercie Dżemu, za co jestem bardzo wdzięczna moim bliskim. Dla mnie osobiście jest to miasto, które kojarzy mi się tylko pozytywnie. Przynajmniej do tej pory, nie spotkałam się z niczym złym, co zmieniłoby moje zdanie. Jak to będzie dalej? Nie mam pojęcia. Może tam zamieszkam, a może będę jak do tej pory odwiedzać brata i znajomych. Czas pokaże :)
Niesamowicie ważnym dla mnie miejscem jest Lednogóra. Oczywiście chodzi o Lednicę2000, która stanowi nieodłączną, ważną część mojego życia. Za każdym razem, kiedy nie mogę tam być, siedzę w domu przed komputerem, gdzie oglądam transmisję z całego spotkania. Tęsknię przeokropnie od Lednicy do Lednicy. Co prawda z tym miejscem kojarzą się przede wszystkim ludzie, niezwykła atmosfera, chwile refleksji, modlitwy, ale też radość, śpiew i taniec. Miałam jednak okazję być na polu lednickim, tak normalnie, w ciągu roku, kiedy nikogo tam nie ma. Niektórym może się wydawać, że wtedy to tylko puste pole, które nie różni się niczym innym od zwykłej łąki na wsi. Tam jednak mimo wszystko czuje się to coś. Przynajmniej ja tak mam. Od trzech lat niestety nie miałam okazji uczestniczyć w spotkaniach lednickich, jednak mam nadzieję, że to nie koniec mojej przygody z tym miejscem.
Jak już pewnie większość z Was wie, jestem też związana z Hiszpanią. Odwiedzałam tam różne miejsca, więc nie jestem w stanie chyba określić tego jednego, ulubionego. Podoba mi się po prostu tamtejsza atmosfera, uśmiechnięci ludzie i piękne widoki. Morze połączone z górami - bajka! Co nieco o Hiszpanii pisałam już tu. Nie wiem kiedy teraz się wybiorę do tego niezwykłego kraju, ale mam nadzieję, że jeszcze nie raz tam zawitam.
Jeśli chodzi o takie "turystyczne" miejsca lubię też bardzo nasze polskie morze. Niekoniecznie lubię spędzać czas na zatłoczonych plażach, ale spacery wybieram bardzo chętnie. Miastem, które bardzo mi się podoba jest Gdańsk, mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję poznać je bliżej. Bo np. Krynicę Morską znam już chyba wzdłuż i w szerz :).

A więc (nie zaczynajcie nigdy zdania od "a więc") jak widzicie tych miejsc jest trochę w moim życiu. Jak na razie jednak nie mam jednego, własnego miejsca na ziemi, w którym chciałabym zostać. Myślę, że każde z tych, które opisałam ma swoje plusy i minusy i tak naprawdę za jakiś czas się okaże jaką rolę odegrają one w moim życiu. Być może swoją przyszłość zwiążę z którymś z nich, a może wyląduję jeszcze gdzieś indziej? Oczywiście, że każdy chciałby mieć taki swój kąt na ziemi, gdzie znajduje się szczęście. Ale czy nie lepiej taki kąt mieć w ramionach swoich najbliższych? Najważniejsze, by mieć wokół siebie ludzi, z którymi będzie się wiązało przyszłość. Osoby, które chciało by się zabrać do tego wymarzonego, ukochanego miejsca. I tego każdemu z Was życzę. :)




Przy okazji dziękuję za ponad 1000 wejść! Mam nadzieję, że będziecie tu zaglądać jeszcze częściej. Miło jest mi także czytać Wasze komentarze, zapraszam do pisania ich więcej i więcej. Jest wiele osób, które gdzieś prywatnie przyznają się, że tu zaglądają, ale nigdy nie zostawiają po sobie śladu. To nic. I tak Wam dziękuję, że chcecie czytać te moje głupoty. Jeśli chcecie, rozgośćcie się i zostańcie na dłużej :). A może macie jakieś sugestie, propozycje, dotyczące mojego pisania tu? Chętnie się dowiem.

wtorek, 29 października 2013

Duchy przeszłości, czyli "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki"

Zapewne każdy z Was miał chwile, w których wracały wspomnienia i sprawy sprzed lat. Nie raz zetknęliście się z bolesną przeszłością i niewygodnymi myślami. Wielu z Was niejednokrotnie zakańczało pewien etap, by ruszyć naprzód - do nowej rzeczywistości. Wówczas zdawało się Wam, że to bardzo trudne, że ciężko jest odciąć się od kogoś lub czegoś, co było codziennością. Po pewnym czasie uświadamialiście sobie, że tak naprawdę udało Wam się przez to przebrnąć, że zamknięcie drzwi nie było takie złe. Być może zaczęliście dostrzegać pozytywy tych decyzji. Rozstaliście się z przeszłością, wszystko wskazywało na to, że definitywnie. Nagle pewnego dnia okazuje się, że drzwi, które chcieliście zamknąć, nie były zatrzaśnięte. Powoli uchylają się, przepuszczając przez szczeliny odrobinę nadziei na powrót do tego, co straciliście. Jeszcze miesiąc temu spisywaliście to wszystko na straty, bo nie było sensu walczyć. A dziś? Z jednej strony ogarnia Was radość, bo widać szansę na poprawę. Z drugiej zaś, zastanawiacie się, jak długo potrwa ten dobry czas. Czy tym razem zaufacie? Sobie, drugiej osobie? Czy teraz będzie łatwiej, lepiej? Trudno jednoznacznie na to odpowiedzieć...

Dlaczego musi być tak, że sprawy z przeszłości rzutują na teraźniejszość? Czasami wracają one do nas tylko w myślach. Zdarza się jednak, że powracają pewne osoby, przypominając to wszystko. Jeśli historia, którą zakończyliście, była szczęśliwa decydujecie się na spróbowanie tego samego jeszcze raz. Na początku znów jest naprawdę dobrze. Po jakimś czasie jednak, znów pojawiają się obawy, że któregoś dnia to, co jest teraz, po prostu zniknie. Tak samo jak wtedy. Powtarzacie sobie, że jesteście w stanie znieść ewentualną stratę, przypominacie sobie jednak jak wiele kosztowało Was to ostatnim razem. I nagle pojawiają się wątpliwości, czy warto było znów próbować? Czy trzeba było wchodzić drugi raz do tej samej rzeki, by przekonać się, że nie tego naprawdę potrzebujecie? Tak może być w przypadku związków, w które się "wchodzi" po raz kolejny, przyjaźni, które się odnawia, pracy, do której się wraca i wielu innych... Sporo osób pewnie wie, co mam na myśli. Być może byliście w takiej sytuacji. Oczywiście zdarza się, że takie powroty są dobre i nie przynoszą żadnych negatywnych konsekwencji. Ja jednak mam na myśli te, które przysparzają jeszcze więcej cierpienia i zła. Z doświadczenia wiem, że niekiedy rzeczywiście uczymy się na własnych błędach. Zdarzało się, że pozwalałam sobie na jakieś chwile zwątpienia i późniejsze powroty. Dziś widzę, że żadne z nich nie wyszły mi na dobre. Co prawda z perspektywy czasu patrzę na to już zupełnie inaczej, ale wtedy nie było wesoło. Teraz mogę się nawet z tego śmiać. Obecnie mogę powiedzieć, że potrzebowałam ich, by przekonać się, czego naprawdę chcę i czego potrzebuję. Myślę, że jeszcze nie raz mogę przeżywać coś podobnego, nawet jeśli nie będę do tego dążyć. Jestem tylko człowiekiem i wiem, że błądzę, że czasem podejmuję złe decyzje. Z konsekwencjami niektórych kroków muszę się zmagać praktycznie codziennie, ale cóż... Nie znaczy to, że nie mam z czego być dumna. Nie znaczy to, że nigdy nie udało mi się czegoś definitywnie zakończyć. Owszem, udało się nie raz odpuścić sobie coś, co nie do końca było dla mnie (choć na początku wydawało się inaczej). Uświadomiłam sobie, że w dużej mierze to ode mnie zależy, jak ukształtuję swoje życie. Co z przeszłości przeniosę do teraźniejszości, a co wyrzucę do kosza. Ode mnie zależy, jakimi ludźmi się będę otaczać i jakimi poglądami będę się kierować. Nie mówię tu o sprawach losowych, na które nie mam wpływu, bo takie też kształtują nasze życie. Wiele jest jednak tych, o których sami na co dzień decydujemy. Trzeba tylko zdecydować, które chcemy naprawdę przeżywać, a o których lepiej od razu zapomnieć. Wybór nie zawsze jest taki oczywisty... Ale wybranie tego, co dobre, jest możliwe.

niedziela, 13 października 2013

"W życiu piękne są tylko chwile..." - zauważ je!

Jeej znowu mnie tu nie było dość długo. No cóż. Oczywiście przez ten czas trochę się działo. Rozpoczął się nowy rok akademicki, skończyły się wakacje, pewne znajomości, niektóre problemy. Pojawiły się nowe, ale ze wszystkim można sobie poradzić. Tak myślę... W trakcie wakacji miały miejsce pewne nieprzyjemne sytuacje, które po raz kolejny pokazały mi, jak życie potrafi być kruche. Coś dzieje się bez naszej wiedzy, chcielibyśmy coś zrobić, a potem... jest już za późno. Właściwie chwile takie przeżywam już od kilku lat, pewnie większość z Was też miała z nimi do czynienia. Nie są to dobre sytuacje, niechętnie się do nich wraca i najlepiej by było, jakby można o nich po prostu zapomnieć. Niestety nie jest to takie łatwe. Niektóre wydarzenia mają wpływ na całe nasze życie. Oprócz tego, że potrafią powalić nas na ziemię, mogą nas też czegoś nauczyć. Należę do osób, które starają się znaleźć coś dobrego w niemal każdej sytuacji. Nie jest to proste, życie z reguły nie jest proste, ale można przez nie przejść. Wierzcie mi, że wiem co mówię. Można pokonać wszelkie trudności, smutki i problemy. Zazwyczaj zajmuje to trochę czasu, ale jest to osiągalne. Możecie sobie myśleć, że 21-letnia dziewczyna nie ma pojęcia o prawdziwym życiu, o prawdziwych problemach. Nic bardziej mylnego. Nie jest to miejsce na opisywanie tego wszystkiego, co sprawiało, że wiele razy płakałam i cierpiałam, ale nie było łatwo. Czasami nadal się zdarza, zresztą chyba jak większości z Was. Najważniejsze jest jednak, by nauczyć się powstawać z upadków. Może się Wam wydawać, że nie zawsze można się podnieść. Ja jednak jestem zdania, że można. Przeżywałam już różne sytuacje, byłam świadkiem wydarzeń, które zdawały się nie do udźwignięcia. Mimo to, staram się żyć normalnie, żyć z uśmiechem. Dlaczego?  Jak widać, nadal tu jestem i część osób, które mam na myśli - także. Można znaleźć dobre strony każdego złego kroku lub smutnego zakończenia. Dzięki tym chwilom i ludziom, z którymi miałam okazję ich doświadczać nauczyłam się doceniać ŻYCIE. Na początku nie było to takie oczywiste, ale z czasem musiałam zrozumieć, że to, co mam jest darem. Takim prezentem, ale tylko na jakiś czas. Bo tak naprawdę wszystko co posiadamy, wszystko, co przeżywamy, kiedyś się skończy. Nie wiemy kiedy zostanie nam odebrane zdrowie, bliska osoba, rzeczy materialne, życie... Dlatego trzeba umieć się tym cieszyć TERAZ. Często narzekamy na brak pieniędzy, brak pracy, możliwości, na kiepski samochód, nieodmalowane mieszkanie, słaby telefon i.... i mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Sama miewam takie chwile. Później zastanawiam się, jak mogę być aż taką egoistką. Przypominam sobie wówczas o tych dobrych rzeczach, które mnie spotykają. O ludziach, którzy mnie otaczają i emocjach, które mi towarzyszą. Uświadamiam sobie, że czasami tak naprawdę wiele zależy od mojego myślenia i postępowania. Jak w jednej z moich ulubionych piosenek powtarzam: "Chwila, która trwa może być najlepszą z Twoich chwil!". Wiele z nich możemy sami uczynić szczęśliwszymi. Zamiast siedzieć i zamartwiać się w domu, można wyjść na spacer, na spotkanie ze znajomymi, na siłownię, na basen, na rower, do kościoła. Każdy powinien znaleźć swój własny sposób na szczęście, na radość. Czasem nie zdajemy sobie sprawy, że to, na co tak długo czekamy, jest bardzo blisko nas. Wystarczy się rozejrzeć. Ja np. staram się odnajdować radość w zwyczajnych, codziennych sprawach. Codziennie przechodzę przez park, w którym mogę obserwować ptaki na drzewach, spadające liście, trawę, spacerujących ludzi. I wiecie co? Cieszy mnie to. Niektórzy nie mogą tego zobaczyć. W ubiegłym tygodniu np. około 7 rano widziałam trzy wiewiórki skaczące po drzewach i biegające po trawie. Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam przed siebie. Nagle usłyszałam czyjś głośny śmiech. Przystanęłam i zobaczyłam kobietę, która w drodze do pracy także się zatrzymała i podziwiała owe wiewiórki. Niesamowite było to, że potrafiła po prostu na nie patrzeć i się śmiać, nie zważając na przechodniów. Nie wiem dlaczego, ale obraz ten chodził za mną przez resztę dnia. I było to jakieś takie miłe. Przekonałam się, że niektórzy potrafią cieszyć się z małych rzeczy. Lubię przebywać w towarzystwie takich osób. Czasami właśnie przy nich odnajduję sens i radość. Znam ludzi, którzy potrafią zmienić moje postrzeganie deszczu, mrozu, śniegu itp.(których na ogół nie cierpię). Bywały sytuacje, że potrafiłam za nie dziękować, cieszyć się tym, co zazwyczaj mi przeszkadza. Później sama się zastanawiałam, czy aby na pewno pół godziny temu stałam na środku ulicy i podziwiałam krople deszczu... Co z tego, że mogłam wówczas wyglądać dość dziwnie, jakoś mi to nie przeszkadza. Jeśli ktoś miał sobie coś o mnie pomyśleć, to i tak to zrobił. Przejmowanie się opiniami innych, to kolejna rzecz, którą radzę Wam wyeliminować. Ludzie zawsze gadali i pewnie nadal będą gadać, ale Wy możecie przejść obok tego obojętnie. Wierzcie mi, że jest wtedy łatwiej :). Łatwiej jest też, kiedy macie w pobliżu osoby, na które możecie liczyć. Dla mnie to bardzo ważne, by mieć przy sobie kogoś kto wesprze, rozweseli, czy po prostu będzie, kiedy mi źle. Pomaga mi także muzyka, co już zresztą wiecie jeśli czytaliście co mi w duszy gra. Za wszystkie dobre chwile, ludzi, muzykę, hobby staram się być naprawdę wdzięczna. Każdego ranka dziękuję, za możliwość rozpoczęcia nowego dnia, a wieczorem - że dane mi było go przeżyć. Wierzcie mi, że to nie zawsze będzie takie oczywiste jak Wam się wydaje. Dlatego warto cieszyć się tym, co jest i dziękować, bo nigdy nie wiecie na jak długo zostało Wam to dane. "Dziś jest pierwszy dzień z reszty Twojego życia..." - więc wykorzystaj go!

czwartek, 19 września 2013

Życie zapisane między nutami... Czyli co mi w duszy gra.

Spojrzałam przed chwilą, na datę poprzedniego postu... Cóż, nie było mnie tu trochę. Nie będę się tłumaczyć ani wymyślać jakiś wymówek. Trochę się ostatnio działo, dobrego i złego. Przez ten czas odbyłam kilka ważnych rozmów, przeczytałam parę ciekawych tekstów i książek. Po raz kolejny przekonałam się jak ważna w moim życiu jest muzyka.

Tak naprawdę nie towarzyszył mi jakiś konkretny zespół, czy wykonawca. Po prostu była muzyka. W pewnych momentach nawet sama sobie dziwiłam się, że z głośników mojego laptopa wydobywają się takie dźwięki. Takie, których do tej pory raczej nie słuchałam. Nie jestem związana jakoś szczególnie z żadnym gatunkiem muzycznym, bo tak naprawdę interesuje mnie wszystko. Potrafię znaleźć coś dla siebie praktycznie w każdym rodzaju muzyki. Niektórych słucham częściej, innych mniej, ale tak naprawdę przez te 21 lat słuchałam już chyba wszystkiego. (Nie odpowiadam za to, co towarzyszyło mi w jakiś 3 pierwszych latach życia ;) ) Muzyka była ze mną właściwie od samego początku. Do dziś pamiętam co śpiewała mi mama przed snem, albo jakie piosenki wykonywałam na różnego rodzaju szkolnych występach. Chyba już wtedy wiedziałam, że będzie to ważny element przyszłości. Dziś może nie słucham już "My jesteśmy krasnoludki", czy innych podobnych (nie liczę oczywiście tego, kiedy mama przygotowuje się do pracy i z sąsiedniego pokoju dobiegają tego typu przeboje), ale niedawno miałam okazję się przekonać, że wiele z nich pamiętam. Ktoś mi ostatnio powiedział, że mogłabym leczyć ludzi muzyką. No cóż, jest coś takiego jak muzykoterapia, ale często sama takiej potrzebuję. Wiedzieliście, że za pomocą muzyki można leczyć różne zaburzenia i nieprawidłowości? Dźwięk może leczyć nie tylko duszę, ale i ciało. Wbrew pozorom muzyka ma wiele właściwości "leczniczych". Pewnie niektórzy nie zdają sobie nawet sprawy, że oddziałuje ona m.in. na układ oddechowy, układ pokarmowy, układ krążenia czy napięcie mięśni. Muzykoterapię stosuje się także w łagodzeniu bólu oraz w leczeniu chorób psychicznych, psychosomatycznych i licznych zaburzeń. Myśleliście kiedyś w ten sposób o czymś z czym macie do czynienia właściwie cały czas? Dźwięki towarzyszą nam ciągle, niezależnie od tego czy jest to odgłos przejeżdżającego samochodu, czy wody, która kapie z kranu. Muzyki zaś słuchamy w samochodzie, domu, autobusie. Mamy z nią styczność w sklepach, u fryzjera, kosmetyczki, w warsztacie samochodowym... Jest tego naprawdę sporo, czasami możemy odnieść wrażenie, że jesteśmy tym wszystkim przytłoczeni. Wtedy doceniamy ciszę. Niekiedy jednak mamy chwile, że dziwnie się czujemy, nie słysząc dźwięków wydobywających się z radioodbiornika. Osobiście nie wyobrażam sobie życia w kompletnej ciszy. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym nie słyszała. Oczywiście bardzo lubię czasami poleżeć, pogapić się w sufit i nie zakłócać sobie myśli czymkolwiek. Do nauki też potrzebuję ciszy i spokoju. Nie zmienia to jednak faktu, że do muzyki i tak wracam. Jak chyba każdy mam piosenki, z którymi wiążą się różne wspomnienia, wydarzenia, miejsca, ludzie... Są takie przy których płaczę i takie, które wywołują uśmiech lub dreszcze. Są utwory do ćwiczeń, do jazdy na rowerze i te do refleksji. Miewam dni, kiedy coś włączam i skaczę jak głupia na środku pokoju aż się nie zmęczę(no tak,wygląda to dość komicznie, ale tylko wtedy mogę sobie poudawać, że tańczę, a przy okazji wydzielam trochę niezbędnych endorfin). Z drugiej strony są też takie utwory, które są moimi "usypiaczami". Zbieram je do folderu "Na dobranoc" i puszczam przed snem. Nie jestem żadnym muzycznym ekspertem, ale chyba wiem sporo. Znam utwory, które powstały dłuuugo przed moimi narodzinami i te współczesne. Często łapię się na tym, że podśpiewuję coś pod nosem. Nie jest to może takie złe, kiedy jadę sama samochodem. Trochę inaczej jest w sklepie, czy w towarzystwie znajomych. No cóż, chyba już nic na to nie poradzę ;) Śpiewam te wszystkie piosenki z czasów moich rodziców (niedawno mieli okazje się przekonać, co pozostało we mnie z puszczania Lombardu, Perfectu, Dżemu, Budki Suflera i innych, kiedy byłam dzieckiem), te sprzed 10 lat i te, które powstały niedawno. Szkoda, że nie widzicie jak nawet teraz co jakiś czas wystukuję palcami rytm piosenki, która w danym momencie "leci". Chyba tak już mam, bo ostatnio też ktoś zwrócił na to uwagę. Jak mam tego nie przeżywać, kiedy cała jestem wypełniona dźwiękami i muzyką? Nie da się. Nie potrafię ustać w miejscu na koncertach. Jeśli nie skaczę , to chociaż bujam się w rytm muzyki i śpiewam. W sklepach mogę godzinami przeglądać i przesłuchiwać płyty. Jestem z tych osób, które pomimo szerokiego dostępu do muzyki w Internecie, kupują oryginalne płyty. Gdyby tylko pozwoliły mi na to fundusze, przynosiłabym je ciągle do domu. Zawsze znajdzie się jakaś, którą chętnie bym przygarnęła do kolekcji.

Muzyka niewątpliwie jest nieodłączną częścią mojego życia. Tak samo jak cisza. Czasami jednak odnoszę wrażenie, że to dzięki niektórym piosenkom jestem taka, jaka jestem. Część z nich przypomina mi naprawdę ważne chwile, wspaniałych ludzi i miejsca, w których nie mogę być. To właśnie w muzyce odnajduję siebie. Muzyka wyzwala we mnie różne emocje. Uwalnia taką wewnętrzną mnie. Czasami taką, której nikt inny nie widzi i nie zna. Są osoby, które były świadkami różnych reakcji z mojej strony. Choć tak naprawdę chyba nikt nie widział wszystkiego ;)

piątek, 23 sierpnia 2013

W poszukiwaniu pasji. W poszukiwaniu siebie.

Czy jest w Waszym życiu, co sprawia Wam radość? Coś, co robicie tylko dla siebie, by uszczęśliwić samych siebie? Jakaś czynność, którą wykonujecie mimo przeszkód?

Jestem osobą, która potrzebuje zajęcia. Owszem, uwielbiam leniuchować, leżąc pod kocem i oglądając seriale (jak np. robię to teraz), ale muszę mieć też coś, co będzie dla mnie ucieczką. Czymś moim. Nie wiem czy mam jedną określoną pasję, bo tak naprawdę lubię różne rzeczy. Kiedyś ważną część mojego życia stanowiła muzyka. Chociaż nie, nadal stanowi, tyle, że już nie śpiewam. Brakuje mi tego, bo naprawdę lubiłam chwile spędzane na próbach, na przyglądaniu się nutom i kolejnym utworom. Do dziś jednak słucham baardzo dużo muzyki. Rzadko kiedy mój pokój otoczony jest ciszą. Natomiast na mieście możecie zobaczyć mnie często ze słuchawkami w uszach. Co można w nich usłyszeć? Tak naprawdę prawie wszystko (poza hip-hopem, rapem i tzw. muzyką klubową). Miewam dni, kiedy potrzebuję czegoś spokojnego, czegoś do płaczu. Innym razem mam ochotę pokołysać się w rytmie reggae, bluesa lub poskakać do kawałków rockowych. Moją siłą są koncerty ulubionych zespołów, które jeszcze nigdy mnie nie zawiodły.

Książki to kolejny z moich sposobów na przetrwanie. Nie, nie zjadam ich - bardzo lubię czytać. Staram się czytać dużo i kiedy tylko mam czas. Książki wyciągam praktycznie wszędzie: w pociągu, autobusie, tramwaju, na plaży, na przystanku, w ogrodzie, no i w domu oczywiście. Skąd się to u mnie wzięło? Tak naprawdę już nie pamiętam, bo lubię czytać odkąd pamiętam. Oczywiście najmniej chętnie przyswajałam szkolne lektury, mimo to, przeczytałam większość z nich. Jestem z tych osób, które jak już się wciągną w jakąś książkę, to nie mogą przestać. Czasami nie mogę się doczekać zakończenia jakiejś historii, jednocześnie nie chcę by ona dobiegła końca. Zazwyczaj po przeczytaniu czegoś nowego, jeszcze przez kilka dni przeżywam to, co działo się u bohaterów. Nie raz płakałam nad historiami, które śledziłam. Zdarza się też, że nie potrafię powstrzymać śmiechu, co może wyglądać dość dziwnie np. w pociągu. Także jeśli ktoś kiedyś będzie jechał na przeciwko mnie - nie przejmujcie się moim zachowaniem. Czytanie książek wielu ludziom wydaje się, hm... staroświeckie? Dziwne? No cóż, każdy lubi co innego. Dla mnie książki są ważnym elementem mojego życia. Nie przeszkadza mi, że przyznawanie się do czytania książek wśród niektórych moich rówieśników, jest odbierane mało entuzjastycznie.

Lubię też robić zdjęcia. I nie chodzi tu o tzw. "słit focie w lustrze". Co prawda jestem tylko amatorką, marzycielką, która myśli o tym, że kiedyś będę mogła pozwolić sobie na lepszy sprzęt, że ktoś zainteresuje się moimi pracami. Fotografia dla mnie to nie tylko zwyczajne bieganie z aparatem po mieście. To siła, która napędza mnie do działania. To spełnienie największego marzenia. To mój osobisty świat, w którym jestem naprawdę sobą. To moje uczucia,pokazane ludziom które wypełniają moje serce. To ten moment, kiedy od czubka głowy po koniuszki palców wypełniona jestem niesamowitą radością tworzenia. Tworzenia czegoś mojego. Początki były trudne, bo sprzęt kiepski, bo ludzie nie rozumieli, bo sama nie wierzyłam w swoje umiejętności. Dziś cieszę się tym, co mam i staram się nie przejmować ludźmi. Wierzę w to, że kiedyś będę mogła kupić porządny aparat, z wymiennymi obiektywami i wszystkim tym, czego potrzebuję. W każdym razie nie przestaję marzyć :). Zdaję sobie sprawę, że nie jestem profesjonalistką, jednak pragnienie życia dla pasji i z pasją bierze górę nad zwątpieniami. Obecnie z aparatem chodzę prawie wszędzie, bo uważam, że zawsze można uchwycić coś niezwykłego, ciekawego. Niezależnie od tego, czy to wzbijające się do lotu ptaki, czy też biegające po parkach dzieci. Inspirują mnie nawet pary zakochanych staruszków, trzymających się za ręce. Uwielbiam to uczucie, kiedy widzę na czyjejś twarzy uśmiech, kiedy w jakiś sposób mogę ten moment zatrzymać. Fotografując ludzi, nie lubię ich ustawiać, wolę, kiedy wszystko dzieje się spontanicznie i naturalnie, bo tylko tak można pokazać prawdę.

Jak już wiecie lubię także podróże. Odwiedzanie nowych miejsc i poznawanie nowych ludzi to coś, co naprawdę sprawia mi przyjemność. Każdy wyjazd uczy mnie czegoś nowego, umożliwia mi przeżywanie rzeczy, których nie spotykam na co dzień. Najbardziej bolesne są jednak powroty do rzeczywistości. Nic jednak nie powstrzymuje mnie przed wspomnieniami i odliczaniem do kolejnych wyjazdów ;). Ci, którzy choć raz byli w moim rodzinnym domu wiedzą, że mam jeszcze jedno hobby - anioły. Da się to zauważyć w otoczeniu ponad 240figurek i obrazków przedstawiających te istoty. Dziś nie kupuję już nic nowego, bo miejsce jest ograniczone. I tak część już wywiozłam do swojego studenckiego mieszkania. Anioły zaczęłam zbierać nie dlatego, że figurki są ładne i słodkie. Jest pewna historia z tym związana, ale o tym może kiedy indziej... Do innych moich "pochłaniaczy wolnego czasu" należy też rower i basen. Sportowiec ze mnie żaden, ale akurat jazda na rowerze i pływanie to dla mnie prawdziwa frajda. Z pewnych względów nie pokonuję jakiś mega dystansów, po prostu lubię czasem odreagować podczas rowerowych wycieczek po lesie lub przemierzając kolejne długości basenu.

Dlaczego Wam o tym wszystkim napisałam? Bo chciałam pokazać Wam, że tak naprawdę zwyczajne czynności mogą przerodzić się w ważny element Waszego życia. Tak było z moim śpiewaniem i fotografią. Zaczęło się zwyczajnie, później przerodziło się w pasję i sposób na spędzanie czasu. Warto robić coś dla siebie, niezależnie od tego, ile ma się lat, pieniędzy, niezależnie od tego, co mówią inni. Jeśli to jest coś, co sprawia nam radość i pochodzi z głębi serca to warto. W moim przypadku tak właśnie jest :). Niezależnie od tego, czy jest to śpiew, taniec, muzyka, rysunek, gotowanie, moda, sport, fotografia - warto robić coś dla siebie. Jeśli nie macie takiego hobby, może pomyślcie, co mogłoby nim być? Może nie zauważacie, że macie jakiś talent, który można wykorzystać? Pamiętajcie, że inspiracje możecie czerpać ze wszystkiego, co Was otacza. Słuchajcie ludzi, którzy Wam radzą, przyglądajcie się światu i szukajcie w tym wszystkim siebie.


piątek, 2 sierpnia 2013

Bądź sobą! - Taki jesteś najlepszy :)

Wróciłam. Co prawda już prawie tydzień temu, ale dopiero dziś zebrałam się za napisanie tu czegoś. Zawsze długo dochodzę do siebie po takich wyjazdach. Tym razem i tak odbyło się to dość łagodnie, bo sporo się działo przez ostatnie dni. Spędzałam czas z bliskimi, których nie widuję na co dzień, więc nic innego poza nimi nie miało znaczenia. Poza tym było też trochę rzeczy do zrobienia w domu i jego otoczeniu. Dziś dopiero tak naprawdę zaczęłam nadrabiać internetowe zaległości. Szczerze mówiąc przez te 3 tygodnie sporo się tego nazbierało. Przede mną jeszcze trochę rzeczy do ogarnięcia, kilka spotkań ze znajomymi, ale liczę że wszystko uda mi się rozplanować po weekendzie. Jeśli chodzi o moją podróż, to obecnie jestem na etapie wspominania i oglądania zdjęć z pięknej Hiszpanii. Wyrazem mojej tęsknoty jest także słuchanie hiszpańskiego radia i picie herbaty w kubku "I love Espana". Nie wiem czemu wcześniej sobie takiego nie kupiłam... Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że jestem związana z tym krajem od ponad 10 lat. W Hiszpanii byłam już kilka razy, a tak naprawdę zawsze mi mało. Nie przeszkadza mi nawet to, że odwiedzam te same miejsca. Wręcz przeciwnie - cieszę się, że mogę obserwować zmiany, które tam zaszły od mojego ostatniego pobytu. Dopiero tam widzę, że życie może wyglądać inaczej. Można spotykać się ze znajomymi w kawiarniach, przesiadywać całe dnie na plaży, a wieczorem wychodzić na miasto, gdzie dopiero około 21 rozpoczyna się prawdziwe życie. Potrzebowałam takiej miłej odmiany, zdecydowanie! :) Pobyt tam uświadomił mi także wiele rzeczy, które postanowiłam zebrać i przywieźć do Polski. Mam nadzieję, że zostaną ze mną na długo. Chodzi między innymi o pewność siebie i poczucie własnej wartości. Przebywanie poza domem, w innym kraju, innym otoczeniu po raz kolejny pokazał mi, jak wielu rzeczy nie zauważam na co dzień. Te myśli pojawiały się w najróżniejszych codziennych sytuacjach takich jak zakupy, pobyt na plaży czy wizyta w restauracji. Na początku wychodziłam z założenia, że i tak prawie nikt mnie tam nie zna, więc nie będę się przejmować jakimiś spojrzeniami czy komentarzami. Ku mojemu zdziwieniu takie sytuacje nawet nie miały miejsca... Gdzieś, gdzie przebywa wiele osób różnych ras i wyznań, ludzie są chyba przyzwyczajeni do różnorodności. Nikt nie przejmuje się kolorem skóry, czy ubraniem. Osobiście np. zasmuciłam się faktem, że krótkie szorty noszę tylko... w Hiszpanii. Czyli ostatnio miałam je na sobie cztery lata temu! To nienormalne. Tutaj zawsze obawiałam się jakiś komentarzy czy docinek na temat moich nóg. To samo z niektórymi bluzkami. Cholera, czy my kobiety zawsze musimy doszukiwać się jakiś wad w swoim wyglądzie? Dlaczego gdzieś, gdzie nikt nie mówi po polsku, gdzie istnieje małe prawdopodobieństwo, że spotkam kogoś znajomego, jestem w stanie poczuć się naprawdę sobą? Uświadomiłam sobie po raz kolejny, jak wiele zależy od naszej psychiki. Tak naprawdę to w naszej głowie powstają te głupie bariery i obawy. Boimy się, że ktoś na nas krzywo spojrzy, że obmówi nas za plecami, że wyśmieje, odrzuci... Kompletnie tego nie rozumiem, choć mam tak samo. Dlaczego boimy się być sobą?! To niedorzeczne... Bądźcie sobą, bo właśnie takich Was pokochali Wasi bliscy :) Wakacje to dobry czas na zmiany. Tak samo jak początek nowego roku, kiedy mamy w głowie wiele postanowień. Co z nich wychodzi później? Sami sobie odpowiedzcie.. :) Tak naprawdę, nieważne kiedy postanowimy coś zmienić, tylko kiedy uda nam się osiągnąć cel. Ja więc postanowiłam, że zacznę dostrzegać w sobie dobre rzeczy, nie myśląc o tym co mogłabym poprawić. Jestem jaka jestem i jeśli komuś to nie odpowiada, trudno. Nikt z nas nie jest idealny. Każdy ma swoje słabości, wady i gorsze dni. Często jednak jest tak, że tylko my widzimy to, co złe. A jeśli już zdarzy się, że ktoś ma nam coś do zarzucenia, nie przejmujmy się. Nigdy nie uda dogodzić się wszystkim, dlaczego więc nie pomyśleć o sobie? Podobno kiedy sami jesteśmy z siebie zadowoleni, to inni to zauważają. Kiedy kochamy swoje niedoskonałości, inni kochają nas. Chyba coś w tym jest :) Bo radość jest zaraźliwa! Zarażanie uśmiechem i optymizmem jest chyba najzdrowszym wirusem. Rozsiewajcie go jak najwięcej! W domu, na ulicy, w pracy, szkole, na zakupach. Co z tego, że niektórzy będą na Was dziwnie patrzeć, znajdą się na pewno tacy, którzy odwzajemnią uśmiech. A może to właśnie Wasz uśmiech poprawi komuś humor? Może sprawicie, że będzie to najlepsza rzecz jaka spotkała kogoś w danym dniu? A jeśli nie...? Cóż, nie zaszkodzi zaryzykować ;)





Poniżej kilka zdjęć z ukochanej Hiszpanii... Kurcze, tam naprawdę była radość! :)














Przy okazji dziękuję Wam także za ponad 500 wejść, proszę o więcej! :) Miło będzie, jeśli pozostawicie po sobie jakiś ślad... A w ogóle, jak podobają Wam się zmiany w wyglądzie bloga? ;)

wtorek, 2 lipca 2013

Jak się spakować i nie zwariować? - czyli kilka porad przed podróżą

Lubicie podróże? Ja bardzo! Lubię odkrywać nowe miejsca, poznawać ciekawych ludzi, inne kultury i narodowości. Nieważne, czy podróżuję po Polsce, czy innych krajach, to zawsze się czegoś uczę podczas takich wyjazdów. Może nie jestem typem prawdziwego podróżnika, bo nie odwiedziłam tysiąca miejsc, nie wędrowałam z plecakiem i kilkoma mapami pod pachą. Jednak mogę chyba stwierdzić, że trochę widziałam, coś doświadczyłam... Wiecie co mi przychodzi najpierw na myśl, kiedy wspominam o jakiś wyjazdach? Pakowanie! Od razu mam przed oczami tą górę ubrań, które trzeba jakoś upchnąć w walizkę, i wszystkie niezbędne w podróży rzeczy. Wszystko zależy oczywiście od tego, gdzie jedziemy i na jak długo. Mimo wszystko, problem pakowania pojawia się zawsze. Ja oczywiście patrzę na to głównie z perspektywy kobiety, więc mogę być nieobiektywna :) Jak pakują się Panie? Zależy... Niektóre z nas robią listę, co muszą wziąć, co jeszcze dokupić, ile walizek potrzebują itp. Inne robią to "na spontana", czyli w ostatniej chwili pakują co chcą, dokupują co chcą i jakoś dają radę. Czasami zdarza się, że okazuje się później, że mamy nagle dwa szampony, kilka podobnych kremów itp. Ale czy to takie ważne? Ważne, że w końcu udaje się spakować :) Ja np. należę do osób, które wolą przygotowywać się wcześniej. Zdarza mi się, że zapisuję sobie, czego potrzebuję. Najlepszy jednak jest moment wybierania ubrań. W moim przypadku wygląda to tak, że wynoszę walizkę do wolnego pokoju, w którym jest dużo miejsca, na wszystkie moje rzeczy. Wchodząc więc do pokoju mojego brata moim oczom ukazuje się wówczas tona ubrań, jakieś buty, gdzieś obok ustawione są kosmetyki... Jest to dla mnie akurat dość świeży obraz, bo jeszcze wczoraj byłam w trakcie pakowania. Chociaż nie... jeszcze dziś mi trochę zostało. Większość już mam za sobą, teraz tylko zastanawiam się, czy upchnęłam w mojej walizce wszystko, czego potrzebuję. No, ale coś jednak musi ważyć te 10kg, nie? Starałam się jednak zabrać tylko to, co jest niezbędne, bez jakiś niespodzianek. Pamiętam jak rok temu wyjeżdżałam z koleżankami nad morze. Do dziś zastanawiam się, po co nam były tak ogromne walizki. Swoją drogą, musiałyśmy śmiesznie wyglądać, kiedy wspinałyśmy się pod górę, by dostać się do ośrodka, w którym miałyśmy przebywać. Byłyśmy tam tylko tydzień, a mój bagaż był większy, niż ten, który przygotowałam na najbliższe 3 tygodnie. Pomijam fakt, że większość ubrań, które wtedy wzięłyśmy, przeleżały w torbach, bo pogoda była taka średnia... Co prawda musiałyśmy mieć tam swoje jedzenie, czajnik elektryczny, środki czystości i... napoje. To trochę ważyło. Gdybyśmy wiedziały, wyposażyłybyśmy się jeszcze w coś przeciwko dzikom np.
Jeśli chodzi o pakowanie, to ja akurat nie mam z tym dużego problemu, ale wiem, że niektórych to przeraża. Jak więc pakować się, by nie zwariować i nie wyrwać sobie wszystkich włosów z głowy? Przede wszystkim należy zastanowić się, czego naprawdę potrzebujemy. Jeśli naszym celem podróży jest Polska, musimy być przygotowani na różne warunki atmosferyczne. Wiadomo, że pogoda lubi płatać nam figle, dlatego warto zapakować coś na cieplejsze i chłodniejsze dni. Ważne są akcesoria przeciwdeszczowe. Pamiętajmy więc o parasolkach i kurtkach, które uchronią Was przed deszczem. Wiem, że może wydawać się to bardzo oczywiste, pamiętam jednak jak rok temu zmokłam wypoczywając nad Bałtykiem. Chyba nigdy nie zapomnę tego, jak wyglądały nasze sukienki, wysokie koturny i makijaże po spacerze po Krynicy Morskiej. Przed wyjściem nic nie zapowiadało ogromnej ulewy, więc wraz z koleżankami, ubrałyśmy się bardzo wakacyjnie. Później tego pożałowałyśmy :) Nasze ubrania schły przez kolejne 5 dni... Dlatego od tamtej pory twierdzę, że warto mieć ZAWSZE przy sobie coś na deszcz. Z drugiej strony musimy pamiętać też o ochronie przed słońcem. Promienie bywają również niebezpieczne. Nawet jeśli wydaje nam się, że słońce nie świeci aż tak mocno, warto mieć przy sobie kremy z filtrem, okulary, coś, co będzie chronić naszą głowę. Ważne jest także, by mieć przy sobie coś do picia, najlepiej wodę niegazowaną. Przyda nam się ona zarówno nad morzem, jak i podczas górskich wędrówek. Musimy pamiętać o dokumentach - dowodzie osobistym i paszporcie, jeśli wybieramy się poza Polskę. Wiem, że kobiety mają spory problem z doborem ubrań i kosmetyków. No tak już mamy (być kobietą-lubię to!). Nie zabierajmy ze sobą czegoś, czego nie lubimy, w czym nie czujemy się dobrze. Po co zajmować sobie miejsce bluzką, której i tak nie założymy? Jeśli chodzi o kosmetyki, to trzeba pomyśleć czego będziemy używać. Jeśli jedziemy pod namiot, nie przydadzą nam się raczej różne pędzelki do malowania, zestaw 1000 cieni i lokówka. Drogie Panie, wiadomo, że lubimy dbać o swój wygląd, ale czasami na wakacjach nie mamy czasu i warunków do nakładania pełnego makijażu, prostowania włosów itp. Zróbmy więc wszystko, by za pomocą podstawowych produktów, jakoś sobie poradzić. Czasem naprawdę można zrezygnować z niektórych kosmetyków. Jeśli będziemy pamiętać o czystości, podstawowej pielęgnacji i zdrowym opalaniu, powinnyśmy jakoś przeżyć te wakacje :D Ja np. staram się o to zadbać, jeszcze przed wyjazdem. Jest to pewien etap mojego przygotowania, o którym też chciałabym wspomnieć. Kiedy już się spakujemy, przed wyjazdem warto pomyśleć o sobie. Panowie zazwyczaj omijają ten etap, albo wykorzystują go zupełnie inaczej niż my. Np. na ostatni relaks przed telewizorem, komputerem, czy na siłowni. Dla każdego tak naprawdę znaczy to, co innego. Co mogą zrobić kobiety? Zająć się pielęgnacją swojego ciała, wziąć gorącą kąpiel (jeśli ktoś lubi - z pianą i świeczkami ustawionymi na wannie), zadbać o włosy, skórę i paznokcie. Przedwyjazdowe zakupy i przygotowania naprawdę potrafią wykończyć. Taka chwila dla siebie powinna nas odprężyć i zrelaksować. Ja np. dzień przed wyjazdem przeznaczam sobie na odpoczynek, zaaplikowanie odżywek do włosów, maseczek itp. Jeśli jestem już gotowa na wyjazd, mogę skupić się na czymś, co sprawia mi przyjemność (mogę np. napisać notkę na blogu, czy posłuchać muzyki ;) ) Pomaga mi to w chwilach, kiedy jestem zmęczona kilkudniowym pakowaniem i planowaniem podróży. Lubię, kiedy towarzyszy mi wtedy zapach jakiegoś olejku lub kadzidełka. Niektórym może wydać się to zbędne, ale ja jestem zdania, że wakacje mają być czasem odpoczynku i odcięcia się od codzienności. Dlatego, by nie popsuć sobie tych chwil, zamartwianiem i szybkim pakowaniem na ostatnią chwilę, staram się wygospodarować sobie jakiś wolniejszy dzień. Dzień, w którym nie muszę myśleć, czy spakowałam wszystko, czy walizka się domknie, czy mam bilety na pociąg, autobus czy samolot. Z tego względu lubię zacząć pakowanie dość wcześnie :). Oczywiście nie każdy się musi ze mną zgodzić. Znam osoby, którym lepiej idą przygotowania pod presją czasu. Tacy ludzie potrafią się zmotywować szybko do działania na kilka godzin przed wyjazdem. Nie wiem, czy bym tak umiała. Jeśli dowiaduję się o wakacjach wcześniej, stopniowo rozpoczynam przygotowania. Zdarzało mi się, oczywiście, że o jakimś wyjeździe dowiedziałam się w ostatniej chwili i musiałam poradzić sobie z ograniczeniem czasowym. Wówczas rezygnowałam z niektórych elementów i etapów :)

Podróżując samolotem pamiętajcie o ograniczeniach bagażowych. Każda linia ma swoje konkretne wymagania, są one jednak zbliżone do siebie. Na stronach internetowych danych linii, znajdziecie potrzebne Wam informacje. (Ryanair, Wizzair, Lot, Norwegian) Zapoznanie się z wszystkimi wymogami jest konieczne, jeśli chcecie uniknąć kłopotów i niepotrzebnych nerwów. W przypadku podróży samolotem pomocne są podręczne wagi do bagażu. Pozwoli Wam to uniknąć przepakowywania wszystkiego na lotnisku. (obsługa może nie przyjąć Waszego zbyt ciężkiego bagażu!) Dla bezpieczeństwa, warto też podpisać swoją walizkę. Niektóre z nich wyposażone są w specjalne karty z miejscem na dane posiadacza.

Opis ten powinnam chyba zacząć o samego planowania wyjazdu. Nadchodzą wakacje, chcemy gdzieś wyjechać, ale jak się za to zabrać? Wyjazdy zagraniczne warto zaplanować kilka miesięcy przed planowanym wypoczynkiem. Możemy skorzystać z ofert biur podróży lub wyruszyć na własną rękę. W Internecie znajdziemy mnóstwo stron, które pomogą nam zaplanować trasę naszej wycieczki, łącznie z transportem i późniejszym zakwaterowaniem. (np. Esky) Jeśli mamy zamiar podróżować własnym samochodem, powinniśmy zwrócić uwagę, czy mamy aktualne ubezpieczenie, przegląd itp. Musimy pamiętać o sprawdzeniu płynów, hamulców i opon. W podróży oprócz przygody, ważne jest bezpieczeństwo i wygoda. To samo dotyczy innych środków transportu. Przed wyjazdem należy sprawdzić przewoźnika, opinie klientów, poprzednie kursy itp. To samo dotyczy biur podróży. Najpierw popytajmy znajomych, może będą mogli nam coś polecić. Poczytajmy w Internecie, zwracajmy uwagę na komunikaty w mediach, skonsultujmy się z bardziej doświadczonymi osobami. Przy wyjazdach zagranicznych, ważne jest zapoznanie się z różnymi przepisami i informacjami. Niektóre kraje mają swoje odrębne wymogi, które mogą nas zaskoczyć, kiedy przyjdzie nam się z nimi zetknąć. Czasami potrzebne są wizy (np. USA, Egipt, Turcja), konkretne szczepienia i dane dokumenty. Wszystko zależy jednak od kraju, do którego się wybieramy, musimy więc zająć się tym odpowiednio wcześniej. Informacje, które będą Wam potrzebne możecie znaleźć na stronie MSZ. Niekiedy przydadzą się również dane placówek dyplomatycznych. Ich listę znajdziecie tutaj. Jeśli chodzi o wyjazdy krajowe, formalności te nie będą Wam potrzebne.

Jeśli wyjeżdżacie na jakiś dłuższy okres czasu, powiadomcie o tym kogoś zaufanego, żeby np. jakiś sąsiad opiekował się Waszą pocztą i mieszkaniem.

Mam nadzieję, że choć trochę przekonałam Was, że podróżowanie nie musi napawać Was lękiem. Jeśli tylko zadbacie o podstawowe formalności, bezpieczeństwo i zabierzecie ze sobą odpowiedni bagaż, będziecie mogli bez stresu i problemów rozkoszować się wakacjami. Pamiętajcie, że ma to być czas dla Was i Waszych bliskich. Ważne byście wypoczęli, nabrali sił i odcięli się od szarej rzeczywistości.

Wiele potrzebnych informacji znajdziecie np. na stronach biur podróży lub w przewodnikach turystycznych. Poniżej zamieszczam Wam kilka z nich:





Jutro wyruszam na swoje upragnione i zasłużone wakacje. Mam nadzieję, że odpocznę i wrócę pełna sił i radości. Wam również życzę udanych wakacji, niesamowitych przygód, bezpiecznych wyjazdów, wielu nowych znajomości i pięknych wspomnień :)