Translate
niedziela, 23 czerwca 2013
Walka z uzależnieniem - walka z wiatrakami?
Znacie to uczucie, jakim jest uzależnienie od czegoś? Na początku wypieracie się, później jednak przyznajecie, że coś jest na rzeczy. Samo słowo uzależnienie kojarzone jest raczej negatywnie, destrukcyjnie, ale czy tylko? Mogą być różne rodzaje uzależnień, przywiązań, przyzwyczajeń... Zauważyliście, że często używamy tych określeń na zmianę? Ja np. jestem uzależniona od herbaty. Nieważne, czy jest zima, czy lato - muszę wypić przynajmniej trzy herbaty dziennie :) Czasami sobie myślę, że byłabym idealnym królikiem doświadczalnym albo chodzącą reklamą jakiejś herbaty. Zielona, czerwona, biała, czarna, owocowa, karmelowa, waniliowa, pomarańczowa... nieważne, po prostu uwielbiam! :) W pewnym stopniu jestem też uzależniona od muzyki, ale wierzcie mi, że miewam chwile, kiedy po prostu potrzebuję ciszy. Bez słuchawek w uszach, bez włączonych głośników, bez odtwarzacza w telefonie czy mp4. Może ludzie, którzy ze mną przebywają wskazaliby więcej tego typu rzeczy, z którymi mnie kojarzą... Na pewno niektórzy przyznaliby, że przywiązuję się do ludzi i miejsc, a to nie zawsze jest dobre. Tak, jestem tym typem wrażliwca (nadwrażliwca?), który płacze, gdy tęskni, który cierpi, gdy odczuwa brak kogoś i który odlicza do różnego rodzaju wyjazdów. Teraz np. jestem na tym etapie, że skreślam kolejne dni w kalendarzu, bo nie mogę się doczekać, aż odwiedzę miejsce, za którym tęsknię. Wszystko jest w porządku do momentu aż stamtąd nie wrócę. Bo później przychodzi czas kilkudniowego przybicia, wspominania i przyzwyczajania się do szarej rzeczywistości. I z ludźmi mam podobnie, choć oczywiście nie ze wszystkimi. Zapamiętuję jednak wiele osób, które dane mi było spotkać, coś przeżyć. Czasami sama się sobie dziwię. Nachodzą mnie jakieś wspomnienia sprzed lat, ludzie, którzy zranili, osoby, których już nie ma, albo ci, którzy nie zasługują na moją pamięć. To dziwne, bo powracają oni do mnie w chwilach, kiedy najmniej się tego spodziewam. Ile razy było już tak, że układałam sobie coś na nowo, że udawało mi się o czymś lub o kimś zapomnieć, a nagle to powróciło jakby ze zdwojoną siłą. Oczywiście ja, jako ten wrażliwiec i naiwniak, nie raz dałam się wplątać na nowo, w coś, o czym chciałam zapomnieć. Kilka razy słyszałam pytanie: "Dlaczego znów to robisz? Dlaczego ze mną rozmawiasz, choć kiedyś sprawiłem/sprawiłam Ci ból? Skąd w Tobie ta dobroć?" Szczerze? Nie mam pojęcia. Tak już mam. Wybaczam, ale nie zapominam. Niektórzy chyba tego nie rozumieją i wykorzystują, ile się da. Pewnie większość nawet nie zdaje sobie sprawy, jak wiele rzeczy pamiętam. Jak wiele słów, sytuacji, spojrzeń, spotkań... Ktoś mi kiedyś powiedział, że to moje przywiązywanie się, że moje wybaczanie zrani mnie okrutnie. Serio? Da się jeszcze bardziej? Serce sklejałam już kilkanaście razy, zapas łez wypłakiwałam chyba 100 razy więcej, niż miałam przewidziane, a mimo wszystko potrafię po raz kolejny uśmiechnąć się, porozmawiać z kimś, kto nie zawsze był wobec mnie fair. Może kiedyś mnie to zniszczy całkowicie, a może odbuduje na nowo? Wybaczania i dawania drugiej szansy nauczyła mnie mama. Co prawda dziś, to ja jej czasem tłumaczę co i jak, kiedy mnie pyta: "Dlaczego znów na to pozwalasz?". Mimo to, dziękuję, że tak mnie wychowała, bo to dzięki niej jestem jaka jestem. Dziś po raz kolejny uświadomiłam sobie, że to uzależnienie od kogoś potrafi być bardzo silne. Takie, które powraca i powraca, i odczepić się nie może. Zaczęłam się zastanawiać skąd to się bierze... Dlaczego przywiązuję się do bólu? Dlaczego daję się omotać emocjom, uczuciom, kolejnym uśmiechom? Nie jestem przecież masochistką! Powinnam ruszyć z miejsca, znów zacząć na nowo,bez odwracania się za siebie. Zamknąć niektóre drzwi, by móc otworzyć kolejne. Wybaczyć, ale nie zapomnieć. Teorię mam opanowaną niemalże do perfekcji. Czas przejść do praktyki. Czas zacząć ŻYĆ. Z jednym uzależnieniem mniej.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz